9 sierpnia 2015

81. James Dashner - "Więzień Labiryntu"

Autor: James Dashner
Tytuł: "Więzień Labiryntu"
Tytuł oryginału: The Maze Runner"
Seria: Więzień Labiryntu, t.I
Liczba stron: 424
Data premiery: 9 listopada 2011
Wydawca: Papierowy Księżyc




„- Miło cię poznać sztamaku – powiedział chłopak – Witaj w strefie”

Pewnego dnia Thomas budzi się w windzie, która wiezie go w nieznane miejsce. Okazuje się, że chłopiec trafił do tajemniczej Strefy, w której znajduje się kilkudziesięciu innych mieszkańców starających się wydostać z tego miejsca. Strefa nie należy do przyjemnych miejsc, a wyjście z niej utrudnia labirynt, w którym grasują mordercze stworzenia – Bóldożercy. Zaraz po pojawieniu się w Strefie, Thomas niczego nie pamiętał poza własnym imieniem, jednak z czasem miejsce, w którym się znalazł, wydawało mu się znajome. Dzień po przybyciu chłopca dzieje się coś dziwnego – Twórcy przysyłają dziewczynę, która zapowiada koniec wszystkiego. Co w takiej sytuacji zrobią mieszkańcy Strefy? Czy uda im się uciec z labiryntu?


"Normalny labirynt byłby nie lada wyzwaniem – a ten zmienia się co wieczór, więc jeśli podejmiesz parę błędnych decyzji, to spędzisz nockę z wściekłymi bestiami. To nie jest miejsce dla przygłupów i mazgajów”

James Dashner to kolejny amerykański pisarz, który sławę zdobył dzięki dystopijnej trylogii. Jego „Więźnia Labiryntu” porównuje się z „Igrzyskami Śmierci” Suzanne Collins.

Od kilku lat dystopia cieszy się niezwykle dużą popularnością wśród czytelników i co roku na rynku wydawniczym pojawiają się serie, które mają sprostać tym potrzebom. Niektóre przyjmowane są z radością, a do innych podchodzi się dość sceptycznie. Do pierwszego tomu „Więźnia Labiryntu” podchodziłam z rezerwą. Bałam się, że nic nowego nie zostanie przedstawione. Kolejna dystopia = kolejny powielony scenariusz. W końcu ile razy można czytać o tym samym? Początek mnie nie powalił, słaby i niekiedy zastanawiałam się, co ludzie widzą w tej książce. Jednak nadal brnęłam przez nią, licząc na to, że w końcu się rozkręci. I nie myliłam się. Po przeżyciu nocy w Labiryncie, akcja nabiera tempa i od tamtej chwili powieść czytało się niezwykle szybko.


„Pamiętam, że pamiętałam. […] Uczucia. Emocje. Zupełnie jakbym miała w głowie półki opatrzone etykietą dla wspomnień i twarzy, które są teraz puste”

Przyznam się, że obawiałam się odrobinę, że James Dashner skopiuje lub tylko zmodyfikuje to, co już znamy z „Igrzysk śmierci”. Tymczasem autor zaserwował nam całkowicie inną scenerię, bohaterów i pomimo tego, że nadal walczą o przetrwanie – różni ich prawie wszystko. Byłam pod ogromnym wrażeniem wizji Labiryntu, Bóldożerców – to coś nowego. O ile fabuła i przedstawienie rzeczywistości i bohaterów, naprawdę przypadło mi do gustu, to powieść posiada jeden mankament, który sprawiał, że lektura nie była tak przyjemna. Chodzi o język, a raczej slang, jakim posługiwali się mieszkańcy. Nie wydaje się Wam, że zdecydowanie lepiej czytałoby się książkę, gdyby zamiast "ogay" było "okay"? Bo mi zdecydowanie :)


Reasumując, myślę, że James Dashner stworzył coś fajnego i oryginalnego. Pomimo słabego początku, akcja rozkręca się i jestem ciekawa dalszych losów Streferów. Trylogia porównywana do "Igrzysk śmierci", niestety z nią przegrywa. Nie oznacza to jednak, że jest zła, po prostu nie przypadła mi do gustu tak, jak seria autorstwa Suzanne Collins.


Ocena: 8/10


Książka bierze udział w wyzwaniach:
* czytam opasłe tomiska

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.