31 grudnia 2017

Blogerze, co polecasz? #12 - hity i kity 2017

W 2017 roku na polskim rynku wydawniczym pojawiło się wiele nowości. Wśród nich znalazły się prawdziwe perełki, obok których nie można przejść obojętnie, jak również powieści, które niejednokrotnie okazały się stratą czasu. Sprawdźcie co zdaniem Beaty, Ady, Aggi oraz Klaudii zasłużyło na miano hitu i kitu tego roku :)

Rok 2017 był dla mnie dobry pod względem przeczytanych książek. I śmiało mogę napisać - nie przeczytałam książki, którą mogłabym określić mianem kitu. Było kilka przesadnie przereklamowanych książek, ale okrzyknięcie ich lekturami do omijania szerokim łukiem byłoby krzywdzące. Chętnie jednak przywołam kilka tytułów, które na tle innych powieści świeciły najjaśniej. 
Moim prywatnym hitem tego roku zostaje najnowsza powieść Harlana Cobena "Już mnie nie oszukasz", który ani na moment nie zwalnia tempa i po raz kolejny udowodnił mi, że w tworzeniu zaskakujących fabuł i niebanalnych bohaterów nie ma sobie równych. Zamydlił mi oczy wydarzeniami z niemal namacalnym napięciem by w finale zaskoczyć mnie bardziej niż mogłam przypuszczać. 
Na uwagę zasługuje również rewelacyjna propozycja od Sarah Lotz "Dzień czwarty" w której groza stopniowana jest ze strony na stronę i w obliczu niewyjaśnionych faktów czytelnik trafia w sam środek prawdziwego piekła. To zachwycający obraz delikatności w tworzeniu powieści z prawdziwym złem jako pierwszoplanowym bohaterem, bo chociaż do samego końca nie opuszczał mnie dreszcz przerażenia byłam również zachwycona warstwą społeczną. 
Uważam, że rok 2017 zdecydowanie udał się pod względem powieści mocnej, kryminalnej i zabarwionej thrillerem, bo długo by wymieniać tegoroczne premiery tych gatunków, które moim zdaniem okazały się prawdziwymi hitami.

Hity wg Beaty :)

*****


Wybranie najlepszych i najgorszych przeczytanych w danym roku książek nigdy nie jest proste, zwłaszcza w tym pierwszym przypadku.
Zacznijmy więc na opak. W pierwszej kolejności podzielę się z Wami tytułami, które mi osobiście nie przypadły do gustu i przy których w moim odczuciu zmarnowałam tylko swój cenny czas.
Pierwszą z nich będzie poradnik „Magia olewania” Sarah Knight, który według autorki ma pomóc nam w uzyskaniu większej ilości czasu, energii i gotówki, może trochę prawdy w tym jest, jednak jeśli nie podejdziemy do jej wskazówek z ogromną rezerwą obawiam się, że w zamian stracimy pracę, przyjaciół i rodzinę. Zdecydowanie odradzam stosować się do zaleceń autorki.
Kolejną książką, która akurat mnie wymęczyła swą treścią jest „Tysiąc pocałunków” Tillie Cole. Pozycja ta zbiera dobre recenzje, a ja wciąż zastanawiam się czym jest to spowodowane. Fabuła (jeśli można tak to nazwać) tej książki ciągnie się jak flaki z olejem, jest w niej pełno powtórzeń (dialogów, sytuacji, gestów), a autorka zdecydowanie przesadziła z ilością dramatyzmu, który przerodził się z czasem w tortury... dla czytelnika.
Na sam koniec tytuł, po który odradzam sięgać komukolwiek – „Na linii świata” Manueli Gretkowskiej. Pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że nie doczytałam książki do końca, gratuluję autorce uzyskania tego efektu, bo do tej pory wydawało mi się, że jestem niezwyciężona i pochłonę każdą lekturę w całości. Nawet nie wiem co mogę napisać Wam o tej pozycji. Mieszanka erotyki (bardzo słabej i niesmacznej) z thrillerem (jeszcze słabszym) oraz sci-fi (tu nie dobrnęłam). Jeśli chodzi o KIT 2017 roku to jest to zdecydowany zwycięzca.

Przejdźmy jednak do najlepszych książek jakie udało mi się odkryć w tym roku, a wybranie tylko kilku, uwierzcie mi, nie było wcale takie łatwe. Nie będę rozpisywać się tak bardzo na temat każdej z nich, lecz wymienię tylko najciekawsze tytuły. Dlaczego? Ponieważ uważam, że tym konkretnym pozycjom naprawdę warto się przyjrzeć i osobiście się nimi zainteresować.
Jeśli chodzi o literaturę faktu i reportaże zdecydowanie najlepsza była „Brunatna kołysanka”Anny Malinowskiej oraz „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” Justyny Kopińskiej – jednocześnie są to dwie książki, które zdecydowanie stoją na podium HITÓW 2017 roku.
W kategorii kryminałów oraz thrillerów tegorocznymi zwycięzcami zostają: „Dziewczyna z sąsiedztwa” Jack Ketchum, „Czasami kłamię” Alice Feeney oraz „Ubezwłasnogłowieni” Stuart MacBride, z czego ta ostatnia pozycja jest mieszanką wybuchową różnych gatunków – kryminał, thriller, horror, sci-fi.
Na koniec jeszcze cztery tytuły, do których z całą pewnością nie raz jeszcze wrócę, ponieważ są rewelacyjne. „Siedem minut po północy” Patrick Ness – piękna, wzruszająca i bardzo mądra opowieść. „It Ends with Us” Colleen Hoover – autorka nie zawodzi, w dodatku porusza ważny i delikatny temat przemocy w rodzinie. „Szóstka wron” Leigh Bardugo – fantastyka w świetnym wydaniu, bohaterów pokochałam całym sercem. „Face Paint. Historia makijażu” Lisa Eldridge – książka/album przepięknie wydana dla każdego kto interesuje się historią i ewolucją makijażu. 
Jak widzicie w 2017 roku przeczytałam naprawdę dużo dobrych książek, oby 2018 rok był podobny – tego życzę sobie oraz Wam.

Kity wg Ady

Hity wg Ady

*****



Moim tegorocznym hitem była oczywiście książka Alka Rogozińskiego ;) Jeśli ktoś śledzi naszego bloga, to wie, że najpierw poznałam jego fanpage i się tam zadomowiłam, a dopiero później udało mi się przeczytać jego zeszłoroczną książkę "Jak Cię zabić, Kochanie?". Znając już Alka i jego poczucie humoru - zabierając się do czytania postawiłam poprzeczkę dość wysoko. Oczywiście, że nie są to klimaty dla każdego, ale dla mnie mieszanka kryminału z humorem okazała się genialna! Co rusz uśmiechałam się pod nosem, niejednokrotnie śmiałam w głos. Jako fankę krwawych zakończeń i gęsto ścielących się trupów - leciutko rozczarowało mnie zakończenie, ale w świetle całej książki jest ono kolejnym przejawem Alkowego poczucia humoru :) Polecam, a sama powoli kolekcjonuję jego kolejne książki!

Hit wg Aggi

*****



Rok 2017 obfitował we wspaniałe powieści. Jedną z nich jest Światło, które utraciliśmy Jill Santopolo. Choć początkowo powieść ta sprawiała wrażenie kiczowatego romansu, pełnego utartych schematów i błahych, emanujących patosem dialogów, szybko przekonałam się, że daleko jej do mojego wyobrażenia. Będąc w połowie, byłam już pewna, że to totalny hit, który trafi na półkę moich ulubionych tytułów. To przepiękna opowieść o miłości Lucy i Gabe'a, którzy, stojąc na rozdrożu pomiędzy związkiem a marzeniami, wybierają to drugie. Nie potrafią jednak o sobie zapomnieć i ciągle zastanawiają się, czy podjęli właściwą decyzję. Pisana z perspektywy kobiety historia przypomina swego rodzaju listy – pełne intymności i tęsknoty. To jedna z tych książek, którymi nie sposób się nie wzruszyć. Umiejscowienie wątku miłosnego na tle zamachów i wojennych wydarzeń XXI wieku dodatkowo wzmacnia klimat książki. Światło, które utraciliśmy nie jest więc płytkim romansem, a powieścią z niebanalnym wątkiem miłosnym. To historia o wyborach pomiędzy dwiema istotnymi wartościami i o tym, co staje się tytułowym światłem rozświetlającym szarą codzienność, dającym szczęście.

Absolutnym kitem była dla mnie natomiast powieść Mii Sheridan – Bez uczuć. Tutaj spodziewałam się czegoś dobrego. W końcu tyle osób polecało mi tę autorkę i czytałam już wcześniej Bez słów, które złą książką nie było. Tutaj zamiast zachwytów towarzyszyły mi jednak przewroty oczami i chęć rzucenia tej powieści w kąt. Uratowało ją chyba tylko to, że czytało się ją szybko, a język był tak lekki, że niemal uzależniający. W historii miłości Lydii i Brogana, którzy rozdzieleni w przeszłości, spotykają się po latach, ciężko doszukać się głębszych wartości. Zaczęło się co prawda dobrze – od przyjaźni ponad podziałami. Później jednak było sztucznie, nijako, mdło. Kompletnie nie potrafiłam zrozumieć łączącej bohaterów więzi ani ich zachowań. Bez uczuć uważam więc bardziej za książkową wersję brazylijskich telenoweli niż dobrze skonstruowaną powieść New Adult. Mając do wyboru te dwie pozycje, zdecydujcie się na Światło, które utraciliśmy. Gwarantuję, że nie będziecie żałować!

Hit i kit wg Klaudii :)
*****

A co znalazłoby się na Waszej liście hitów i kitów 2017 roku? :) Dajcie znać!

30 grudnia 2017

Janusz Leon Wiśniewski - "Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie"


On – wybitny naukowiec, który uważa, że wszystko można logicznie wytłumaczyć i w życiu nie ma miejsca na przypadkowe zdarzenia. Takie przekonanie towarzyszy mu aż do chwili, gdy pewnego dnia budzi się w nieznanym mu pomieszczeniu. Dowiaduje się, że w wyniku wypadku ostatnie miesiące spędził w szpitalu w Amsterdamie w śpiączce. W tym czasie odwiedziły go kobiety jego życia, które w przeszłości skrzywdził. Zatem, dlaczego się pojawiły przy jego szpitalnym łóżku?

Janusz Leon Wiśniewski – pisarz, chemik, informatyk w jednym. Zadebiutował w 2001 roku powieścią „S@motność w sieci”, na podstawie której powstał film o tym samym tytule. Do tej pory ma na swoim koncie (jako autor i współautor) 43 książki, w tym powieści, tomiki esejów oraz bajkę dla dzieci. Wiele jego książek zostało okrzykniętych bestsellerami, a ich tłumaczenia ukazały się w aż 18 krajach, w tym m.in. w Rosji, Chinach, Wietnamie i w Armenii. 

 Do tej pory przeczytałam jedynie debiut pisarza, jednak po zapoznaniu się z opisem i stwierdzeniem, że „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” to najbardziej osobista powieść Wiśniewskiego nie musiałam się długo zastanawiać przed sięgnięciem po nią. Od samego początku czułam, jakbym była częścią opowieści głównego bohatera. Wszystko toczy się powoli, spokojnie, ale w żadnym razie nie można mówić o monotonii. Czytelnik nie nudzi się w trakcie lektury, zgłębia niełatwy temat jakim są relacje damsko-męskie, a wszystko to ubrane w ten niepowtarzalny sposób, który doskonale pamiętam z „S@motności w sieci”. Najbardziej ujęło mnie to, jak autor ukazał wszelkie emocje. Nawet przydługie opisy, które przeważają w tej powieści, nie powodowały znużenia, chociaż z niektórych można byłoby zrezygnować bez uszczerbku dla fabuły. Nie zabrakło również rozważań filozoficznych i religijnych ubranych w proste i zrozumiałe słowa, które trafią do każdego i zmuszą do refleksji. Sama historia nie jest wyidealizowana – odzwierciedla prawdziwe życie, które nie zawsze jest kolorowe, a błędy ludzkie są na porządku dziennym. 

Całą historię poznajemy z punktu widzenia mężczyzny, który po wypadku dokonuje swoistego rachunku sumienia, starając się w ten sposób rozliczyć z przeszłości. Czytając ją, miałam nieodparte wrażenie, że głównym bohaterem jest sam autor. Można doszukać się wielu podobieństw, zwłaszcza pod względem wykształcenia. Czytelnik poznaje jego towarzyszki życia, które w mniejszym lub większym stopniu zostały przez niego skrzywdzone. Każda z nich jest inna, niepowtarzalna i wniosła coś do jego życia. Poznając je, można dostrzec prawdziwe oblicze głównego bohatera. 

Zdaję sobie sprawę, że na razie powieść jawi się jako ideał, ale nim nie jest. Pierwszym moim zarzutem względem tej książki jest wcześniej wspomniana nadmierna ilość opisów. Jestem przekonana, że niektóre można było wyciąć, a historia w żaden sposób by na tym nie ucierpiała. Nie do końca podobało mi się również to, że zostały wplecione historie personelu szpitala, które nic nie wnosiły do opowieści głównego bohatera. Stanowiły swoistą odskocznię, ale w mojej ocenie jedynie dodały objętości książce. Ostatni, ale równie ważny argument przemawiający na niekorzyść powieści to sceny erotyczne. Wydaje mi się, że jest ich trochę za dużo i w pewnym momencie zaczęło mnie to denerwować. 

Podsumowanie: „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” to swego rodzaju rozliczenie się z przeszłością i studium relacji damsko-męskich. Nie byłam pewna czy forma powieści mi się spodoba, bo nigdy nie przepadałam za długimi opisami, jednak w tym przypadku mi to nie przeszkadzało. Historia spodoba się dojrzalszym odbiorcom, którzy sięgając po tę pozycję będą świadomi, że nie jest to lekka lektura. W moim przypadku się sprawdziła. Wiśniewski po raz kolejny sprostał moim oczekiwaniom i wiem, że muszę nadrobić jego wcześniejsze powieści. 

Autor: Janusz Leon Wiśniewski
Tytuł: "Wszystkie moje kobiety"
Liczba stron: 576
Premiera: 8 listopada 2017
Wydawca: Wydawnictwo ZNAK










Bardzo dziękuję Wydawnictwu ZNAK za możliwość przeczytania niniejszej powieści :)


28 grudnia 2017

Stephen King & Richard Chizmar - "Pudełko z guzikami Gwendy"



Pewnego dnia kilkunastoletnia zakompleksiona Gwendy po pokonaniu Schodów Samobójców spotyka nieznajomego, który przedstawia się jej jako pan Farris. Daje jej pudełko z guzikami, które w niczym nie przypominają tych normalnych - wciśnięcie któregokolwiek z nich niesie ze sobą pewne konsekwencje, zarówno dobre, jak i złe. Czy powierzenie tak ważnych przedmiotów nastolatce okaże się dobrym pomysłem?

Stephena Kinga nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Pisarz kryminałów i horrorów, który zapisał się złotymi zgłoskami w historii literatury światowej. Tym razem spod jego pióra nie wyszło wielkie tomiszcze, lecz krótkie opowiadanie napisane wspólnie z Richardem Chizmarem, który początkowo był dla mnie ogromną zagadką, a jak się okazało jest to nagradzany autor horrorów. 




Przyznaję, jakoś nie po drodze mi z prozą Króla. Do tej pory przeczytałam zaledwie dwie, może trzy jego powieści, co stanowi kroplę w morzu jego twórczości, jednak gdy tylko usłyszałam o premierze opowiadania, wiedziałam, że muszę je przeczytać. Pierwsze, co rzuca się w oczy to piękne wydanie. Twarda oprawa, kolorowa obwoluta, estetyczne wnętrze i kilkanaście ilustracji nawiązujących do treści. Wszystko tworzy jedną spójną całość. „Pudełko z guzikami Gwendy” broni się również pod względem fabularnym. Co prawda po wcześniejszych spotkaniach z twórczością Kinga spodziewałam się czegoś innego, a dostałam ciekawą historię obyczajową z elementami grozy z przesłaniem. Pierwsze skrzypce odgrywa tutaj skrywanie sekretu, który stopniowo zmienia życie bohaterki. Autorzy starali się również podkreślić, że czyny idą w parze z odpowiedzialnością, dlatego niekiedy warto zastanowić się przed razy, by nie żałować swojego postępowania. 

Opowiadanie posiada nie tylko moralny wydźwięk, ale ukazuje również „proces” dorastania Gwendy. Nieśmiała, zakompleksiona nastolatka przy kości zmienia się na oczach czytelnika w pewną siebie, triumfującą na każdym polu młodą kobietę, która praktycznie zrywa ze swoją przeszłością i stara się odciąć od tego, co było. Widać tutaj rękę Kinga, który stworzył ciekawą bohaterkę, pokazał zarówno jej dobre i słabe strony. O ile kreacja sama w sobie jest dopracowana, to w miarę czytania coraz bardziej zniechęcałam się do Gwendy. 

Mimo, że opowiadanie mi się podobało, to nie wzbudziło ono we mnie większych emocji. Zdaję sobie sprawę, że na ok. dwustu stronach trudno rozwinąć każdy wątek, oddać wszystko to, co chciałoby się przekazać czytelnikowi, jednak w czasie lektury nie potrafiłam nawiązać więzi z bohaterką. Fakt, czytało mi się to przyjemnie, dostrzegłam mnóstwo metafor i przesłań, ale nic poza tym. Nie dość, że brakowało mi napięcia, to po zakończeniu również odczuwałam pewien niedosyt. Liczyłam na jakieś „wow!”, które wbije mnie w fotel lub sprawi, że przez kilka następnych dni moje myśli będą krążyć wokół opowiadania,  a tutaj tego nie dostałam. 


"Sekrety to kłopot, może największy kłopot ze wszystkich. Obciążają umysł i zajmują miejsce na świecie."


Podsumowanie: „Pudełko z guzikami Gwendy” to moje pierwsze opowiadanie Kinga. Nie przepadam za tą krótką formą, ale trzeba oddać, że King & Chizmar spisali się nawet dobrze. Ciekawa historia i świetna kreacja głównej bohaterki powinny przemówić do fanów twórczości Kinga oraz do osób, które lubują się w opowiadaniach z przesłaniem. Co prawda historia ma pewne wady, jednak w ostatecznym rozrachunku muszę przyznać, że miło spędziłam czas. Nie wykluczam, że w przyszłości ponownie sięgnę po opowiadanie Kinga. 

Autor: Stephen King, Richard Chizmar
Tytuł: "Pudełko z guzikami Gwendy"
Tytuł oryginału: "Gwendy's Button Box"
Tłumaczenie: Danuta Górska
Liczba stron: 176
Premiera: 22 listopada 2017
Wydawca: Wydawnictwo Albatros

Pudełko z guzikami Gwendy [Stephen King, Richard Chizmar]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE







Bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros za możliwość przeczytania niniejszego opowiadania :)


27 grudnia 2017

Wyprzedaż za 3...2...1...Start! :)

Święta, święta i po świętach, więc czas na różnorakie wyprzedaże, także te książkowe. Biedronka po raz kolejny zaskakuje i serwuje sporą dawkę książek (wiele z nich bestsellerów!) za 9,99 zł :) Jakie tytuły znajdziecie  sklepach? Sprawdźcie!



Upatrzyłam kilka tytułów, a Wy? :)

26 grudnia 2017

Zygmunt Miłoszewski - "Jak zawsze"


Grażyna i Ludwik co roku celebrują dzień, w którym po raz pierwszy uprawiali seks. Jest to ich swoisty rytuał i chociaż oboje mają zastrzeżenia do tego, jak potoczyło się ich życie, nadal są razem. Nie inaczej obchodzą pięćdziesiątą rocznicę, jednak rano czeka na nich niespodzianka. Budzą się w swoich ciałach sprzed połowy wieku, z umysłem i wspomnieniami osiemdziesięciolatka w powojennej Warszawie, która niczym nie przypomina tej z ich pierwszej młodości. Jak Grażyna i Ludwik odnajdą się w nowej rzeczywistości? Czy wykorzystają drugą szansę od losu? Czy nadal będą razem?

Zygmunta Miłoszewskiego znają chyba wszyscy. Autor poczytnych kryminałów, który podbił serca czytelników trylogią o prokuratorze Szackim. Do tej pory udało mi się przeczytać jedynie Bezcennego, jednak już jedna książka sprawiła, że polubiła styl tego autora. O Jak zawsze było dość głośno przed premierą. Miłoszewski w totalnie innym wydaniu – z kryminału i sensacji do komedii ironiczno-romantycznej. Nawet nie wiecie jak czekałam na tę książkę, chociaż muszę przyznać, że odrobinę się obawiałam – w końcu między kryminałem a romansem jest ogromna przepaść. 

Jak zawsze składa się z rozdziałów, które zostały następnie podzielone na podrozdziały, dzięki czemu czyta się znacznie lepiej. Mimo tego, początek mi się dłużył i przebrnięcie przez pierwsze kilkadziesiąt stron zajęło mi kilka dni. Jednak, gdy już się z tym uporałam i zagłębiłam się w alternatywną wizję przeszłości, kartki praktycznie same się przewracały. Chociaż opis wskazuje, że „Jak zawsze” to komedia, to tak naprawdę daleko jej do niej. W miarę czytania wyłania się coraz bardziej ponura perspektywa Polski. Czytelnik może dopatrzyć się pewnych analogii nie tylko pod względem polityki, ale i sytuacji, w jakiej znajduje się Polska. Nadto, Zygmunt Miłoszewski nie oszczędza nas jako Naród. Otwarcie ukazuje wady Polaków, które mimo upływu lat nie ulegają zmianom. Oba aspekty mogą skłonić niejedną osobę do refleksji nad obecnym położeniem kraju.

Jednak Jak zawsze to nie tylko alternatywna wersja przeszłości Polski, ale również historia romantyczna. Grażyna i Ludwik dostali prezent od losu – możliwość ponownego przeżycia pięćdziesięciu lat w całkowicie inny sposób. Mogli wykorzystać każdą z okazji, która w przeszłości wydawała się poza ich zasięgiem. Mogli zmienić swoje życie o 180 stopni i spełnić swoje marzenia. Jednakże, czy można czuć się spełnionym bez prawdziwej miłości? Na to właśnie pytanie próbuje odpowiedzieć Zygmunt Miłoszewski. 

Powieść z pewnością nie czytałoby się tak dobrze, gdyby nie TEN styl. Autor bawi się słowem, co w połączeniu z humorem i ironią daje prawdziwą petardę. Nawet przydługie opisy, które bym pominęła, nie stanowiły dla mnie jakiegoś większego wyzwania. To, w połączeniu z ciekawymi kreacjami postaci okazało się strzałem w dziesiątkę! Głównych bohaterów nie da się nie lubić, chociaż Grażyna niekiedy irytowała mnie swoim infantylnym zachowaniem. I w tym przypadku autor ironicznie podszedł do kwestii relacji damsko-męskich i bez skrupułów ukazał przywary przedstawicieli obu płci. Muszę przyznać, że niejednokrotnie śmiałam się z komicznych sytuacji z udziałem tychże bohaterów. 

Podsumowanie: Okazuje się, że Zygmunta Miłoszewskiego nie można zamknąć w jednej szufladzie, bo poza świetnymi kryminałami, spod jego pióra (no, prawdopodobnie klawiatury) wyszła błyskotliwa i zarazem dowcipna historia, która w obecnej sytuacji skłoni do refleksji niejedną osobę. Nie wiem jak inni wielbiciele prozy Miłoszewskiego, ale ja jestem w pełni usatysfakcjonowana. 

Autor: Zygmunt Miłoszewski
Tytuł: Jak zawsze
Liczba stron: 480
Premiera: 8 listopada 2017
Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.

Jak zawsze [Zygmunt Miłoszewski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE










Bardzo dziękuję Wydawnictwo W.A.B. oraz Business&Culture za możliwość przeczytania niniejszej powieści :)


24 grudnia 2017

Wesołych Świąt kochani!



Kochani, chciałabym Wam życzyć zdrowych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w gronie rodzinnym, aby w tych dniach dominowała radość i ciepło. Życzę Wam szczęścia, aby towarzyszyło Wam w życiu i żebyście dzięki niemu mogli realizować swoje plany i marzenia (nie tylko te czytelnicze ;)). Abyście w ciągu tych kilku dni odpoczęli, znaleźli chwilę na wytchnienie i refleksje.

Wesołych Świąt kochani! :)

19 grudnia 2017

W. Bruce Cameron - "Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta"

Po tym jak z życia Josha Michaelsa zniknęła ukochana Amanda, mężczyzna stał się apatyczny. Na niczym mu nie zależy, nie utrzymuje kontaktu z rodziną i znajomymi, codziennie odgrzewa gotowe dania, a w domu na każdym kroku można natrafić na ślady po kobiecie. Wszystko zmienia się w dniu, kiedy w progu pojawia się Ryan z ciężarną suczką Lucy i nie pozostawiając mu za wiele do powiedzenia, zostawia psa pod jego opieką. Lucy i małe szczeniaczki wywracają poukładane życie Josha do góry nogami, jednak mężczyzna zawsze może liczyć na pomoc pracownicy schroniska.

W. Bruce Cameron to amerykański pisarz, który uwielbia psy. Swojego pierwszego szczeniaka otrzymał od taty w wieku 8 lat i od tamtego czasu nie wyobraża sobie życia bez tych stworzeń, dlatego jego powieści skupiają się głównie na historiach psów. „Był sobie pies” okazała się strzałem w dziesiątkę, dzięki czemu utrzymywała się na liście bestsellerów przez ok. 52 tygodnie. „Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta” to druga powieść, która ukazała się w Polsce. 

Na początku tego roku rozpływałam się nad powieścią „Był sobie pies” i gdy tylko usłyszałam, że kolejna historia Camerona wyjdzie w listopadzie, wiedziałam, że muszę ją mieć. Pierwsze, co rzuca się w oczy to przepiękna świąteczna oprawa graficzna, która przypadnie do gustu niejednej sroce okładkowej 😉 Sama fabuła nie jest skomplikowana, widać, że autor postawił na prostą historię, w której najważniejszą rolę odgrywają emocje, a tych tutaj nie brakuje. Jest tęsknota, obawa przed zmianami, nadzieja na lepsze jutro i rodzące się przyjaźnie i miłość. Na przykładzie głównego bohatera, Cameron ukazał, że życie z czworonogiem jest lepsze, pomaga uporać się z negatywnymi emocjami, a zwierzęta odwdzięczają się lojalnością i towarzyszą samotnikom.

Piękna historia, lecz sam główny bohater wzbudzał u mnie skrajne odczucia. Na początku współczułam mu utraty ukochanej, jednak gdy zrozumiałam o co naprawdę chodzi, miałam ochotę nim potrząsnąć, by zrozumiał, że musi w końcu zrobić krok do przodu. Przemiana Josha była dość długa, obfitowała w potknięcia, jednak zawsze mógł liczyć na pomoc przyjaciół. Przygarnięcie Lucy i małych szczeniaczków było punktem kulminacyjnym, jednak motorem zmian była Kerri, która niejako wymuszała na zamkniętym w sobie i rozpamiętującym przeszłość mężczyźnie takie, a nie inne zachowania. 

Podsumowanie: „Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta” to ciepła, idealna na świąteczne wieczory powieść, która każdemu członkowi rodziny się spodoba. Dla najmłodszych będzie niczym bajka, zaś starsi dostrzegą płynący z historii morał. Cameron poprzez opowieść o Joshu i Lucy ukazał, że zwierzę niejednokrotnie może wywrócić dotychczasowe spokojne życie do góry nogami, a zmiany te niekoniecznie są złe. 

Autor: W. Bruce Cameron
Tytuł: "Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta"
Tytuł oryginału: "The Dogs of Christmas"
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Liczba stron: 296
Premiera: 8 listopada 2017
Wydawca: Wydawnictwo Kobiece








Bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece oraz Business&Culture za możliwość przeczytania niniejszej powieści :)


11 grudnia 2017

Alek Rogoziński - "Do trzech razy śmierć"

Co byście zrobili, gdyby zaproszono Was na zjazd, w którym wezmą udział nielubiane przez Was osoby? Przed tym dylematem stoi Róża Kroll, autorka poczytnych kryminałów, która ulega namowom swojego PR-owca Pepe i jedzie do zabytkowego dworku pod Krakowem. Wszystko wskazuje na to, że czeka ją kilka dni w towarzystwie nie do końca lubianych koleżanek po fachu. Pozornie nudny weekend przeradza się w niebezpieczną grę, której zasady są znane tylko zabójcy. Nikt nie wie co kieruje sprawcą, ale dziwnym trafem morderstwa odpowiadają opisom z książki Róży Krull. Kto i dlaczego zabija?

Alek Rogoziński na co dzień jest dziennikarzem magazynu Party, jednak jego największą pasją jest pisanie kryminałów. Na polskim rynku wydawniczym zadebiutował w marcu 2015 roku powieścią „Ukochany z piekła rodem”, a „Do trzech razy śmierć” zapoczątkowała cykl o przygodach Róży Krull.

Alek Rogoziński to autor, którego nie da się nie znać. Gdzie się nie obejrzę, tam recenzje jego książek, więc w końcu postanowiłam przeczytać którąś z nich. Mój wybór padł na pierwszy tom cyklu o Róży Krull – „Do trzech razy śmierć”. Początkowo miałam problem z "wkręceniem się" w akcję. Wszystko wydawało mi się przegadane, a śmieszne sformułowania atakowały mnie na każdym kroku, co mnie trochę denerwowało. Jednak po kilkudziesięciu stronach, gdy już przyzwyczaiłam się do stylu autora, nie potrafiłam się oderwać od książki. Kodeksy i ustawy poszły w zapomnienie, bo na scenę weszła Róża Krull, dzięki której niejednokrotnie uśmiech zagościł na mojej twarzy. Tłem dla poczynań poczytnej autorki kryminałów jest zjazd literatek, w trakcie którego czytelnik odkrywa kulisy kulisy pracy i życia pisarzy, które nie zawsze jest kolorowe (ach te deadline'y!) i ukazuje jego ciemne strony, skandale i afery. Zakończenie było ciekawe, jednak w pewnym momencie zaczęłam podejrzewać, kto stoi za tym wszystkim. Bardziej interesowało mnie śledzenie poczynań Kiki Luny, która dawała popalić innym uczestniczkom zjazdu i była najbarwniejszą (no, obok Róży) bohaterką powieści.

Trzeba przyznać, że Alek Rogoziński potrafi tworzyć ciekawych bohaterów. W „Do trzech razy śmierć” stworzył prawdziwy korowód barwnych postaci, które dodały historii kolorytu. Główna bohaterka, Róża Krull, jest przekomiczna, jednak po pewnym czasie zaczęła działać mi na nerwy.  Chaotyczna, roztrzepana i zwariowana. Może dlatego Pepe tak szybko zaskarbił sobie moją sympatię i nie zmieniło się to do końca powieści. Jednak oboje są niczym w porównaniu do Kiki Luny, która swoją ekstrawagancją pobiła wszystkich na głowę. 

Podsumowanie: „Do trzech razy śmierć” to dobra komedia z wątkiem kryminalnym, przy której nawet największy ponurak uśmiechnie się niejednokrotnie pod nosem. Autor wykorzystał dobrze znane środowisko literackie jako tło morderstw i trzeba przyznać, że całość wyszła naprawdę „smacznie”. Pewne zastrzeżenia mam do kreacji głównej bohaterki i chociaż wiem, że to celowy element komediowy, to jakoś nie mogę się do niej przekonać. Może w „Lustereczko, powiedz przecie” będzie lepiej 😉 

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: "Do trzech razy śmierć"
Cykl: Róża Krull na tropie, #1
Seria: Mroczna Strona
Liczba stron: 328
Premiera: 1 lutego 2017
Wydawca: FILIA

Do trzech razy śmierć [Alek Rogoziński]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

6 grudnia 2017

Gdy Mikołaj przychodzi do książkoholika :)


Co prawda prezenty można wręczać codziennie, jednak są takie dni, gdy są one wyjątkowo mile widziane. Grudzień pod tym względem bije na głowę inne miesiące. Nie dość, że Mikołajki, to wiele osób dostaje również podarunki pod choinkę. Niektórzy nie mają problemu z wybieraniem prezentów, ale są i takie osoby, dla których trudno coś dobrać, bo wydają się mieć wszystko.

Przyjaciele książkoholika mają proste zadanie – kupują powieść i problem z głowy. Jednak nie samymi książkami żyją mole książkowe, zatem co można kupić takiej osobie?

Moje propozycje książkowe:
  • Biografie:

Od lewej: Grzegorz Kubicki, Maciej Drzewicki - "Ania"
Nick Vujicic - "Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!"
Mariusz Sepioło - "Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę"
Elizabeth Winder - "Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia"
Anna Kamińska - "Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci"
Ray Kroc - "Prawdziwa historia McDonald's"
  • Literatura faktu, reportaże:
Od lewej: Aleksandra Wójcik, Maciej Zdziarski - "Dobranoc Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach"
Katarzyna Wężyk - "Kanada. Ulubiony kraj świata"
Paul Kalanithi - "Jeszcze jeden oddech"
Paweł Reszzka - "Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy"
Mark Bowden - "Polowanie na Escobara. Historia najsłynniejszego barona narkotykowego"
Justyna Kopińska - "Polska odwraca oczy"
Bill Bass, Jon Jefferson - "Trupia farma"
Jon Krakauer - "Wszystko za Everest"
  • Fantastyka (szerokie ujęcie):
Od lewej: "Szpony i kły. Wiedźmin"
Sarah J. Maas - "Dwór skrzydeł i zguby"
Neil Gaiman - "Mitologia nordycka"
George R. R. Martin - "Gra o tron"
Stephen King - "To"
Stephen King, Owen King - "Śpiące królewny"
Dmitry Glukhovsky - "Metro 2035"
  • Historia:
Od lewej: Norman Davies - "Europa"  i "Na krańce świata"
Iwona Kienzler - "Jagiellonowie. Miłosne sekrety wielkiej dynastii"
Naval - "Przetrwać Belize"
Adam Cyra - "Rotmistrz Pilecki. Ochotnik do Auschwitz"
Magdalena Grzebałkowska - "1945. Wojna i pokój"
  • Kryminał/ thriller:
Od lewej: Alice Feeney - "Czasami kłamię"
Mads Peder Nordbo - "Dziewczyna bez skóry"
Agatha Christie - "Morderstwo w Orient Expressie"
Dan Brown - "Początek"
Tess Gerritsen - "Sekret, którego nie zdradzę"
Dmitry Glukhovsky - "Tekst"
Camilla Lackberg - "Czarownica"
B. A. Paris - "Za zamkniętymi drzwiami"

  • Dla miłośników gotowania:
Od lewej:  Ika Graboń - "Kawa"
Dorota Świątkowska - "Moje wypieki"
Marta Dymek - "Nowa Jadłonomia"
Sabrina Ghayour - "Persiana"
Jamie Oliver - "5 składników. Gotuj szybko i łatwo"
Kinga Paruzel - "Dieta ze smakiem"

  • Młodzieżowe:
Od lewej: Kasie West - "Blisko Ciebie"
Sara Pennypacker - "Pax"
Marissa Meyer - "Cinder"
Jay Asher - "Światło"
Martyna Senator - "Z popiołów"
Gayle Forman - "Zostań, jeśli kochasz"

  • Powieści obyczajowe:
Od lewej: Magdalena Witkiewicz - "Czereśnie zawsze muszą być dwie"
Layla Wheldon - "Dance, sing, love"
Guillaume Musso - "Dziewczyna z Brooklynu"
Jojo Moyes - "Zanim się pojawiłeś"
Nicholas Sparks - "We dwoje"
Liane Moriarty - "Wielkie kłamstewka"
M.L. Stedman - "Światło między oceanami"
Jodi Picoult - "Małe wielkie rzeczy"
W. Bruce Cameron - "Był sobie pies"

  • Literatura polska:
Od lewej: Zygmunt Miłoszewski - "Jak zawsze"
Łukasz Orbitowski - "Exodus"
Ignacy Karpowicz - "Miłość"
Jakub Małecki - "Rdza"
Janusz Leon Wiśniewski - "Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie"
Jakub Żulczyk - "Wzgórze psów"
Sylwia Kubryńska - "30 sekund"
Anna Brzezińska - "Córki Wawelu. Opowieść o Jagiellońskich królewnach"

  • Literatura zagraniczna:
Od lewej: Jane Austen - "Duma i uprzedzenie"
Colson Whitehead - "Kolej podziemna"
Tom Hanks - "Kolekcja nietypowych zdarzeń"
Marlon James - "Księga nocnych kobiet"
Carlos Ruiz Zafon - "Labirynt duchów"
Jessie Burton - "Muza"
Hanya Yanagihara - "Ludzie na drzewach"
Margaret Atwood - "Opowieść podręcznej"

  • Świąteczne:
Od lewej: Joanna Szarańska - "Cztery płatki śniegu"
Agnieszka Krawczyk - "Magiczny wieczór"
W. Bruce Cameron - "Psiego najlepszego"
Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński - "Pudełko z marzeniami"
Magdalena Kordel - "Serce z piernika"
Gabriela Gargaś - "Wieczór taki jak ten"
Krystyna Mirek - "Światło w Cichą Noc"
Natalia Sońska - "Zakochaj się Julio"

Niektóre z tych książek czytałam i przypadły mi do gustu (np. „Duma i uprzedzenie” – klasyka <3), a część z nich polecili mi znajomi. Każdą z nich sama bym najchętniej zobaczyła na swojej półce ;d
Jednak jak już wspomniałam, nie samymi książkami żyją czytelnicy, dlatego może warto zaskoczyć znajomego fajnym gadżetem?

Moje propozycje:
  • etui/ case na telefon – obecnie prawdopodobnie ponad 90% ludzi nie potrafi obejść się bez telefonu. Urządzenie nie służy tylko do dzwonienia i wysyłania SMS-ów, lecz może pełnić funkcję odtwarzacza muzyki/radia, czy czytnika e-booków (jak bywa w moim przypadku), więc może warto zadbać o jego wygląd?
Źródło zdjęć: aliexpress.com; pinterest.com

  • Koszulki/szaliki/skarpetki – ubranie to sposób wyrażania samego siebie, dlatego może warto kupić książkoholikowi np. ciekawą koszulkę? Poza tym, jestem pewna, że żaden Potteromaniak nie pogardzi szalikiem w barwach „swojego” domu. A jeżeli i to do Was nie przemawia, może zakupicie zestaw typowego mola książkowego, tj. ciepły koc + skarpetki? 
Źródło zdjęć: aliexpress.com; pinterest.com; shop.forreadingaddicts.co.uk
  • Etui na tablet/czytnik e-booków/laptopa – co prawda nieodłącznym atrybutem każdego czytelnika jest książka, jednak tablet/laptop to narzędzie pracy blogerów, dlatego można zadbać o ich bezpieczeństwo. Takie etui będzie nie tylko funkcjonalne, ale wzbudzi zazdrość niejednego mola książkowego 😉
Źródło zdjęć: pinterest.com
  • Etui na tablet/czytnik e-booków/laptopa – co prawda nieodłącznym atrybutem każdego czytelnika jest książka, jednak tablet/laptop to narzędzie pracy blogerów, dlatego można zadbać o ich bezpieczeństwo. Takie etui będzie nie tylko funkcjonalne, ale wzbudzi zazdrość niejednego mola książkowego 😉
Źródło zdjęć: pinterest.com

  • Poduszki -  wygoda w trakcie czytania jest bardzo ważna, dlatego dla większości ksiązkoholików poduszki to podstawa. Ewentualnie można zainwestować w pościel, dzięki której niejedna osoba przeniesie się we śnie do biblioteki rodem z „Pięknej i Bestii” 😉 
Źródło zdjęć: pinterest.com

  • Przypinki – małe, ładne, z przekazem. Idealne na plecak, piórnik, materiałowe etui na książki (mam, polecam!):
Źródło zdjęć: pinterest.com

  • Przybornik, szkatuła na biżuterię – funkcjonalne i robią wrażenie. Sama bym nie pogardziła taką szkatułą *.*
Źródło: pinterest.com

  • Świeczki – przy czytaniu bardzo ważny jest klimat. Świeczki firmy Frostbeard Studio mogą przenieść Was do starej biblioteki lub Winterfell, oczarować zapachem starych książek lub deszczu, ale to nie wszystko. Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie 😉
Źródło: pinterest.com

  • Torby – kolejny nieodłączny atrybut książkoholika. Ważne, żeby była pojemna, by zmieściła wszystkie książki. Idealna na wypady do biblioteki :D Jednak i małe egzemplarze przyciągają oko i na pewno dodadzą charakteru niejednej stylizacji 😉
Źródło zdjęć: pinterest.com
  • Wsporniki – dzięki nim książki będą się pięknie prezentować na półce, zwłaszcza, jeżeli będą oryginalne.
Źródło zdjęć: pinterest.com; thinkgeek.com

  • Zakładki – tego nigdy za wiele, zwłaszcza, jeżeli ich wykonanie to małe dzieła sztuki ( kiedyś naprawdę zbankrutuję przez Tojko!):
Źródło zdjęć: pinterest.com; epikpage.com; tojko.pl

  • Zegary – efektowny dodatek do pokoju każdego mola książkowego:

A Wy co dostaliście od Mikołaja? 😀
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.