8 marca 2017

Blogerze, co polecasz? #3 - ale twarda babka! :)


Drogie blogerki, dzisiaj jest nasze święto! :) Chociaż wiele osób zarzuca, że Dzień Kobiet został ustanowiony przez partię socjalistyczną, to jego początkowy wydźwięk był bardzo ważny. Utworzono je w celu upamiętnienia ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Pierwszy Dzień Kobiet obchodzono w 1909 roku i od tamtej pory co roku w większości państw 8 marca kobiety otrzymują kwiaty i słodycze.
Dlatego dzisiejszy wpis nie mógł poruszać innej tematyki, niż kobiet. Blogerki podzieliły się swoimi typami "twardych babek", które zaprzeczają stereotypowi, że stanowimy "słabszą płeć". Jesteście ciekawi, jakie bohaterki nie dają sobie w kaszę dmuchać? Sprawdźcie! :)

Dagmara z Socjopatki.pl

Temat, który zaproponowała Iwonka, jest mi bardzo bliski. Uwielbiam czytać książki, w których główną rolę odgrywają twarde, nieustępliwe, odważne kobiety!  Dlatego takich książek znam wiele i trudno było wybrać mi jedną. Dla wewnętrznego spokoju wybrałam więc dwie książki, które według mnie w pewien sposób łączą się ze sobą. Poza tym obie są po prostu genialne. Zaraz Wam powiem dlaczego.

Anna i Sophie ze „Złotej Godziny” Sary Donati

„Złota Godzina” to przepiękna saga, która złapała mnie za serce już samym opisem fabuły. Jest to prawie 900 stron druku, ale książka się nie nudzi.  Głównymi bohaterkami powieści są Anna i Sophie. Obie ukończyły szkołę medyczną. Jedna jest chirurgiem, a druga położną. Kobiety są bardzo różne, jedna jest otwarta i przebojowa, a druga jest typową introwertyczką, ale przyświeca im jeden cel. Walczą o prawa kobiet! Głównie o prawo do aborcji. Książkę czyta się z zapartym tchem, ponieważ nasze bohaterki mają w sobie wiele motywacji, samozaparcia i odwagi. Oj tak, kobiecej odwagi w tej powieści nie brakuje.  Nasz świat potrzebuje takich kobiet jak Anna i Sophie, które łamią schematy i konwenanse.  Akcja dzieje się w 1883 roku. To nie były łatwe czasy dla kobiet – dlatego każdy przejaw walki o inne kobiety w czasach ogromnych wpływów i władzy mężczyzn był czymś wyjątkowym, ale i bardzo, bardzo ważnym.  To dzięki takim kobietom dziś mamy większe prawa, niż kilkadziesiąt lat temu.

Sarah i Szelma z „Czarnych Skrzydeł” Sue Monk Kidd

„Czarne Skrzydła” to kolejna cudowna powieść o niezwykłych kobietach. Sarah na swoje 11 urodziny dostaje w prezencie Szelmę. Szelma od tego momentu ma stać się prywatną niewolnicą Sarahy.  Powieść ta inspirowana jest w bardzo dużej mierze prawdziwymi wydarzeniami. Akcja toczy się w południowej Ameryce w XIX wieku. Pokazuje problem niewolnictwa oraz okrucieństwa względem czarnych ludzi. Historia ukazana w książce to 35 lat życia głównych bohaterek. Obie walczą o prawa wolności i równości, jednak w inny sposób. W taki, na jakie je stać. Sarah chce uwolnić Szelmę, co wcale nie jest takie proste, a Szelma chce poczuć wolność. Cel przyświeca im taki sam, jednak środki, jakimi dysponują – są zupełnie inne. To trudna powieść, ale pokazuje kobiety (w powieści znajdziemy więcej tak walecznych dusz), które walczą z systemem. Tak samo, jak w „Złotej Godzinie”.

Obie pozycje pokazują walkę kobiet z polityką, z prawem i z nieludzkim traktowaniem innych tj. kobiet zmuszanych do współżycia, czy niewolników, którzy mają swoją cenę.  Jeżeli więc chcecie poczytać o naprawdę twardych kobietach, które potrafiły kiedyś poświęcić się dla innych i przyczyniły się tym samym do zmiany historii – te pozycje Was nie zawiodą! :)

Ania z AnnaTabak.pl

Temat wpisu zaproponowany przez Iwonę mnie nie zaskoczył, w końcu marzec należy do kobiet :) Mimo to muszę przyznać, że miałam spory problem z wybraniem bohaterki, którą można by było uznać za „twardą babkę”. W pierwszej chwili pomyślałam o Lisbeth Salander, która straszy samym swoim wyglądem, a następnie oczywiście o Joannie Chyłce, która nie przebiera w słowach. Po głębszym zastanowieniu doszłam jednak do wniosku, że ta pierwsza jest aspołeczna, a druga zwyczajnie chamska. Czy to świadczy o „twardości”? Niekoniecznie… 

W końcu wybór padł na ładną, młodą dziewczynę, która jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki sprawia, że wszyscy wokół się uśmiechają. Mam na myśli Kate Sedgwick, bohaterkę powieści „Promyczek” autorstwa Kim Holden. Dziewczynę poznajemy w momencie, gdy rozpoczyna studia w Grant, małym miasteczku w Minnesocie. Choć tęskni za swoim przyjacielem Gusem, i tutaj bez większego trudu udaje się jej zdobyć nowych znajomych, a nawet z wzajemnością się zakochuje. Jeśli mam być szczera, historia Kate nie porwała mnie od razu, wydawała mi się raczej zwyczajna, schematyczna. No i główna bohaterka wręcz mnie irytowała – pełna energii, inteligentna, zabawna, obdarzona wybitnym talentem muzycznym. Powiedzcie sami, jak można być aż tak idealnym? Czytałam bez większego przekonania aż do momentu, w którym autorka postanowiła wyłożyć karty na stół i ujawnić zarówno przeszłość Kate, jak i to, co ją czeka. Wtedy coś we mnie pękło. Choć chyba podświadomie spodziewałam się jakie będzie zakończenie, nie mogłam powstrzymać łez. Dziewczyna w swoim krótkim życiu wyczerpała cały limit nieszczęść, jakie tylko mogą spotkać człowieka. Trudne dzieciństwo, strata bliskiej osoby i własne, poważne problemy ze zdrowiem…  mimo to zachowała pogodę ducha, potrafiła z łatwością przebaczać i pomagać innym. Nigdy się nie poddawała, do maksimum wykorzystywała to, co zostało jej dane i skutecznie zachęcała innych do tego samego. 

Myślę, że Kate to najsilniejsza, najtwardsza książkowa bohaterka, jaką miałam przyjemność poznać. Uśmiechać się, dbać o bliskich i wciąż zarażać optymizmem, gdy niebo wali się na głowę – to jest prawdziwa sztuka, którą potrafią nieliczni. Jeśli jeszcze nie czytaliście „Promyczka” to bardzo mocno polecam. Silne emocje gwarantowane!


Mirya z Magla Kulturalnego :)

 Chciałabym serdecznie podziękować właścicielce bloga za zaproszenie mnie do projektu "Blogerze, co polecasz?". Szczególnie, że tematem są silne kobiece charaktery, typowe "twarde babki", które uwielbiam spotykać w literaturze. Miałam niemałą zagwozdkę, którą panią wybrać, bo przecież mnóstwo takich mocnych charakterów można znaleźć w mojej ulubionej fantastyce, chociażby Triss z Wiedźmina, czy Toy z Toy Wars. Postawię jednak na klasykę i wybiorę niezastąpioną Scarlett O'Harę z Przeminęło z wiatrem.

Po przeczytaniu kilku recenzji uderzył mnie fakt, że wiele osób nie lubi głównej bohaterki. Cóż, przyznaję, że Scarlett jest dość osobliwa, często popełnia błędy lub po prostu dokonuje niewłaściwych wyborów. To jednak czyni ją bardziej realną. Nikt się jednak kłócić nie będzie, że mimo okresu, w którym rozgrywa się akcja Przeminęło z wiatrem, Scarlett O'Hara przejawia wszystkie cechy twardej babki. Już od początkowych scen widzimy, że nie da sobą pomiatać, to ona trzyma wszystkich za przysłowiowe gęby i owija wokół palca. Mężczyźni do niej wzdychają, a kobiety jej zazdroszczą. Jednak dopiero późniejsze wydarzenia pokazują, jak silną jest kobietą. W momentach kiedy większość z nas płakałaby i szukała pomocy, ona bierze sprawy w swoje ręce i postanawia wyjść na prostą. Para się wszelkimi zajęciami, często takimi, których kobietom wykonywać nie wypadało. Nie obchodzi ją opinia publiczna. Zarazem nie robi wszystkiego dla swojego widzimisie, tylko wciąż wspiera swoich bliskich. A kiedy przychodzi kolejne zmartwienie, nie załamuje rąk, tylko zbywa je słowami "Nie chcę teraz o tym myśleć. Pomyślę o tym jutro". To zdecydowanie twarda babka klasyki literatury!



Ostatnio miałam okazję przeczytać powieść „Róża” Agnieszki Opolskiej. Główną bohaterką jest Róża, której z dnia na dzień życie zwaliło się na głowę. Dotychczas pracowała jako nauczycielka, a po pracy wracała do domu, do męża. Wszystko się zmienia, kiedy dowiaduje się, że jej mąż utrzymuje zażyłą znajomość z dawną szkolną sympatią. Ale to nie koniec zmartwień Róży. Bliska jej osoba potrzebuje pomocy, której Róża praktycznie nie jest w stanie udzielić. I co robi bohaterka? Otóż nie, nie załamuje się! Pomimo, że Róża jest osobą zagubioną i samotną, bo nagle została z wszystkimi problemami sama, młoda kobieta nie poddaje się i zaczyna swoistą walkę.  Na swojej drodze spotyka mnóstwo przeciwności, ale Róża wytrwale dąży do celu. Na pozór jest osobą kruchą i delikatną, ale potrafi się postawić, potrafi dopiąć swego i przede wszystkim – nie da sobą pomiatać, chociaż wiele osób mogłoby ją wykorzystać, bo dla celu jaki Róża pragnie osiągnąć byłaby w stanie wiele zrobić, i wiele osób mogłoby ją łatwo zmanipulować. Róża jest osobą silną i twardą. Wzbudziła moją sympatię nie tylko swoim uporem i hardością, ale przede wszystkim tym, że zmagając się z tymi wszystkimi problemami, trudnościami i przeciwnościami pozostała sobą, była prawdziwa.  A sama książka traktuje o poszukiwaniu miłości, niesieniu pomocy drugiemu człowiekowi, poświęceniu i trudnych wyborach. Autorka porusza temat odpowiedzialności za drugą osobę. Pokazuje, co w życiu jest najważniejsze, jak dużo dla człowieka znaczy obecność drugiego człowieka, jak ważne jest wsparcie i bezinteresowna pomoc.  Okraszona nutką sztuki, erotyzmu, emocji pokazuje jaka siłę ma w sobie kobieta, jak wiele jest w stanie przejść i mimo tego pozostać wsparciem dla innych podczas gdy samej wali się świat.

Karolina z Caroline Livre

Zwykle najlepsze książki czekają najdłużej na moich półkach. I dokładnie tak było z „W Krainie kolibrów” Sofii Caspari. Główna bohaterka powieści to Anna, która płynie do Argentyny w nadziei na lepsze życie, dokładnie tak, jak miliony innych Europejczyków w XIX wieku. Jednak nie każdemu był dane odnaleźć w nowej ojczyźnie to, na co liczył. Młoda Niemka nie marzy o niczym wielkim; jedynie o spokojnej i ustatkowanej przyszłości, a także o założeniu rodziny wraz z ukochanym. Jednak rzeczywistość brutalnie rozprawia się z jej planami, a na obczyźnie czeka ją ogromna niespodzianka. 

„Zaczęła cicho płakać. Płakała nad tym, co straciła, choć nigdy tego nie miała. Płakała nad swoimi marzeniami. Nad dzieckiem.”

Teraz Anna musi odnaleźć w sobie ducha walki i siłę, by zająć się swoją rodziną. By zawalczyć już nie o swoje marzenia, nie o wizję idealnej przyszłości, ale o przetrwanie najbliższych. To ona bierze w swoje ręce przyszłość reszty domowników i to ona ratuje ich od całkowitego pogrążenia się w smutku i rozpaczy. Nie bacząc na ogromne kłody rzucane jej przez życie, dziewczyna brnie dalej. Poświęca się w imię dobra innych, nie zważając na brak sił i wyczerpanie. Ale czy świat w końcu zauważy jej nadludzki wysiłek i jakoś jej go wynagrodzi? Czy wręcz przeciwnie?

Muszę powiedzieć, że już od pierwszych stron zakochałam się w tej powieści. I to niekoniecznie za sprawą pięknego i wciągającego stylu autorki, nie dzięki cudownym opisom Buenos Aires, ale ze względu na bohaterów. Nie postaci z książki, ale żywych ludzi z krwi i kości, których historię mamy okazję poznać. I to nie baśniową rzeczywistość, ale życie naznaczone prawdziwym bólem i cierpieniem. Szczerze podziwiam główną bohaterkę za jej determinację, by każdego dnia próbować od nowa i nie poddawać się. Myślę, że w jej sytuacji już dawno zgubiłabym się w natłoku problemów i zatraciła wiarę w to, że wszystko może się zmienić na dobre. Jeśli szukacie powieści o pełnej siły i determinacji do życia kobiecie, która zawsze postępuje zgodnie z własnymi przekonaniami, to koniecznie polecam!


Waris Dirie to kobieta, z której można brać przykład. Jej historia przedstawiona w książce "Kwiat pustyni. Z namiotu nomadów do Nowego Jorku" wzrusza, przeraża, irytuje i daje nadzieję, uświadamiając, że kobiety są niezwykle silnymi istotami, które potrafią przeżyć wszystko. Waris Dirie przeszła piekło obrzezania w wieku 5 lat, po czym mając lat 13, została zmuszona do małżeństwa z ponad 60-letnim mężczyzną. Jej ucieczka okupiona jest ogromnym strachem i niepewnością, jednak kiedy ma się świadomość, że nie można już niczego stracić, wszystko wydaje się prostsze. Ta kobieta postawiła wszystko na jedną kartę, chociaż mogła przez tę decyzję mogła zginąć z rąk najbliższych. Nie poddała się i zawalczyła o siebie – wygrała, robiąc międzynarodową karierę, stając się matką, wydając książki, realizując cudowne idee, a także przekazując ludziom, że w wielu miejscach na ziemi nadal praktykuje się obrzezanie kobiet. Walczy o lepsze jutro swoich rodaczek, bo wie, ile trzeba mieć siły, aby przetrwać najgorsze. W swojej książce przekazuje nam wszystkim: "Nie znasz takiej siły, dopóki cię ktoś nie zaatakuje, nie spróbuje cię zabić, zniewolić. Dopóki coś takiego się nie wydarzy, nikt nie wie jak może być silny".
Przeżycia oraz postawa tej modelki uświadamia, że po każdej burzy przychodzi słońce – nawet jeśli jesteśmy przekonani, że nasze niebo zostało przysłonięte chmurami na zawsze. My, kobiety, potrafimy przetrwać lata cierpień i mordęgi, niekiedy nawet nie uskarżając się na swój los. Niemniej jeżeli na horyzoncie pojawia się możliwość zmiany na lepsze, to trzeba korzystać z niej, bo jedno jest pewne – zasługujemy na szczęście, spokój i szacunek. Zawsze i wszędzie.

Agnieszka z Książki od kuchni

Myślę, że takich bohaterek jest sporo. Pierwsza do głowy przyszła mi Sigrid z książki o tym samym tytule. To dziewczyna, która wiedziała, że musi wypełnić wolę ojca, mimo że nie była dla niej wymarzoną. A jednak nie porzuciła swoich pragnień, nawet gdy wszystko wydawało się sprzeciwiać ich realizacji. Sigrid pokazała, że jest silna i wytrwała, czym mnie zachwyciła. Jednak tak jak wspomniałam, takich postaci jest wiele. Na pewno odnajdziemy je w zbiorze "Niebezpieczne kobiety" pod redakcją Geogre'a R.R. Martina. To dopiero twarde babki!




Gdy usłyszałam, że dzisiejszy post ma być poświęcony „twardym babkom”, w mojej głowie pojawiła się cała plejada takich bohaterek. Dobra, trochę przesadziłam. Może nie cała plejada, ale parę „kobiet z jajami” znam.  Niestety, bardzo ciężko jest mi znaleźć bohaterkę, która spełnia moje wszystkie kryteria. Często spotykam takie, które albo są lelum polelum i mam ochotę potrząsnąć nimi, mówiąc „Weź się w garść!”, albo są aż za twardymi babkami i wydają się niesympatyczne. Na szczęście, znalazłam bohaterki, które są w sam raz. Georgina Kincaid, czyli sukub z serii Richelle Mead, albo główna postać z innej serii tej samej autorki – Rose Hathaway. Moja ukochana Alexia z Bezdusznej i jeszcze parę innych bohaterek. 


Dzisiaj jednak, chciałabym opowiedzieć o mojej najnowszej miłości, czyli W. Rednej z powieści Zawód: Wiedźma Olgi Gromyko. Wolha jest uczennicą na typowo męskim wydziale magii.  Jest bystra, mądra, inteligenta, ironiczna, zabawna, ciekawska, odważna, bezczelna oraz ma niekiedy tupet. Te, z pozoru, negatywne cechy są sympatyczne i rozbrajające. Ta bezczelność nie jest chamska. Ma niewyparzony język, często powie coś nie na miejscu, powie jakąś głupotę, ale przemawia przez nią szczerość, a nie złośliwość. Jest po prostu sobą, nie udaje nikogo. Mówi i robi, to co myśli i uważa za słuszne. Fakt, często przez to ściąga na siebie kłopoty, ale i tak zawsze spada na cztery łapy. Poza tym, że jest typem kick-ass, jest też kobietą, która ma uczucia. I właśnie dzięki temu, jest to bohaterka, którą pokochałam. Mimo tych „negatywnych” cech, czuć, że ma serce i to na dodatek dobre serce. Takich kobiet szukam w literaturze. Gdy spotykam takie postacie, to czytając jestem właśnie tą bohaterką. Nie przeżywam tych przygód jako osoba obserwująca, ja w nich uczestniczę jako „twarda babka”. Jeśli lubicie kobietki z ciętym językiem, ale skrywające pod tą twardą skorupą, zwykłą, delikatną kobietę, to serdecznie polecam Wam książki z serii Kroniki belorskie. Na dniach, chyba nawet dzisiaj (08.03.2017), ma wyjść drugi tom cyklu w nowej odsłonie. Papierowy księżyc stanął na wysokości zadania i wydał je z nieziemskimi okładkami i nieziemskim środkiem, cóż idealny prezent na Dzień Kobiet :D 

Dziewczyny jak zwykle świetnie wywiązały się ze swojego zadania :) A Wy znacie jakieś literackie twarde babki? :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.