26 lutego 2018

25 książek mojego życia :)


Post nieprzypadkowy, bo w ubiegły czwartek skończyłam 25 lat. Aż nie chce mi się wierzyć, że za mną już ćwierćwiecze, ale mam nadzieję, że jeszcze co najmniej dwa przede mną ;) Post miał się ukazać w dniu moich urodzin, jednak jak to bywa w tym dniu czasu miałam jak na lekarstwo... Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować 25 książek, które wpłynęły na moje życie, na mój sposób postrzegania świata lub po prostu dały początek moim zainteresowaniom ;) Nie przedłużając - zapraszam!


Astrid Lindgren - "Dzieci z Bullerbyn" – pierwsza "grubsza" lektura szkolna, którą przeczytałam samodzielnie. Pamiętam, że byłam przerażona jej objętością i byłam przekonana, że nie zdążę jej przeczytać do szkoły, jednak przygody wciągnęły mnie na tyle, że ją pochłonęłam. Jest to pozycja, która bawi i sprawia, że uśmiech nie schodzi z twarzy. Ostatnio do niej wróciłam i muszę przyznać, że moja reakcja na poczynania dzieci z powieści były identyczne jak kilkanaście lat wcześniej. Jak dla mnie jest to powieść, którą powinno przeczytać każde dziecko.

Lucy Maud Montgomery - "Ania z Zielonego Wzgórza" – powieść, która sprawiła, że po dość długiej przerwie wróciłam do czytania. Wcześniejsze lektury w ogóle do mnie nie przemawiały i raczej po nie nie sięgałam, a jak już, to czytałam do połowy i na tym kończyłam.. Tę książkę poleciła mi przeczytać mama i zaznaczyła, że na pewno mi się spodoba… i się nie pomyliła. Od tamtego czasu chciałam mieć przyjaciółkę jak Ania, która jest nie tylko przebojowa i nigdy się z nią nie można nudzić, ale również można na nią zawsze liczyć. Pierwsza powieść jaką przeczytałam, w której tak wyraźnie była podkreślona rola przyjaźni. Nie ukrywam, że gdy tylko usłyszałam, że jest więcej części przygód Ani Shirley, to nie musiałam się długo zastanawiać nad tym, czy po nie sięgnąć, a „Ania na uniwersytecie” jest po prostu wow!

Frances Hodgson Burnett - "Tajemniczy ogród" – początkowo wybór tej książki wydawałam mi się taki nieoczywisty, a wszystko przez to, że „Mała księżniczka” tej autorki jakoś nie przypadła mi do gustu… Tymczasem „Tajemniczy ogród” był strzałem w dziesiątkę! Wtedy pojmowałam tę powieść tylko jako historię dziewczynki przegarniętej przez bogatego wuja. Teraz, po kilkunastu latach widzę, że za tym kryje się głęboki przekaz, by nie bać się okazywać empatię drugiemu człowiekowi, bo czasami to wystarczy by ktoś się otworzył na świat. 

Adam Mickiewicz - "Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie" – jedna z moich ulubionych lektur z epoki romantyzmu! Wielu znajomych nie pojmowało czym tak się zachwycam, ale ta epopeja ma coś w sobie. Nie dość, że ujął mnie język i styl jakim posłużył się Mickiewicz (pisanie heksametrem z pewnością nie należało do najłatwiejszych zadań), to jeszcze historia Jacka Soplicy i Ewy Horeszkówny.. Poza tym plejada barwnych bohaterów i jedynie Tadeusz taki młody i kochliwy…😉

Hanna Krall - "Zdążyć przed Panem Bogiem" – książka, którą poznałam dzięki pisaniu pracy maturalnej. Wstrząsająca, brutalna, pokazuje prawdziwe oblicze tego, co działo w getcie w czasie II wojny światowej. To chyba ta króciutka pozycja sprawiła, że zapragnęłam dowiedzieć się czegoś więcej o tym, jak ludzie żyli i radzili sobie w tak nieludzkich warunkach. Marek Edelman w rozmowie z Hanną Krall nie upiększa, nie idealizuje, tylko opisuje wszystko w rzetelny i wyczerpujący sposób. Jedna z tych książek, które powinien znać każdy Polak, o ile nie każdy człowiek na świecie… By nie zgotować po raz drugi piekła bliźniemu.


J. K. Rowling - seria o Harrym Potterze – gdybym miała wybrać książkę/ serię, która wywarła na mnie największy wpływ, która pochłonęła mnie bez reszty, to z pewnością byłyby to przygody młodego czarodzieja. Co prawda, początki były trudne. Gdy sięgnęłam po pierwszą część miałam zaledwie 7-8 lat. Rozdział otwierający „Harry’ego Pottera i Kamień Filozoficzny” nie był zachęcający, więc książkę dość szybko odłożyłam na półkę. Po kilku latach powróciłam do tej serii i przepadłam na dobre! Na każdy nowy tom czekałam z niecierpliwością i nic nie robiłam sobie z tego, że książka została mi zakupiona na urodziny – musiałam mieć ją teraz, tu, natychmiast 😊 I nawet fakt, że każdą z części przeczytałam po minimum 5 razy nie sprawił, że przygody Harry’ego Pottera mi się znudziły. Lubię od czasu do czasu wrócić i odświeżyć sobie poszczególne tomy, chociaż niektóre fragmenty znam na pamięć ;d

Zbigniew Nienacki - seria o Panu Samochodziku – słyszeliście o przygodach Tomasza, który miał dość osobliwy samochód – amfibię? Jeżeli nie, a lubicie powieści przygodowe, to musicie to koniecznie nadrobić! Sama pewnie bym po nie nie sięgnęła gdyby nie moja mama, która jest wielkim ksiązkoholikiem i niejednokrotnie wspominała mi, że czytała te książki będąc w moim wieku. Co prawda nie przeczytałam wszystkich części, jednak większość tych, które wyszły spod pióra Zbigniewa Nienackiego mam za sobą (poza tymi 12 autorstwa Nienackiego jest jeszcze ponad 100 innych napisanych przez innych autorów, w tym Andrzeja Pilipiuka tworzącego pod pseudonimem Tomasz Olszakowski). Każda z nich odwołuje się do innej dziedziny życia, chociaż większość z nich obraca się w kręgu szeroko pojętej kultury. Nie dość, że niekiedy z wypiekami na twarzy śledziłam poczynania bohaterów, to jeszcze poznałam wiele ciekawostek. Chociaż te, które powstały najwczesniej są już w niektórych kwestiach nieaktualne, to nadal czyta się je naprawdę przyjemnie 😊 Zainteresowanym polecam np. „Pana Samochodzika i Fantomasa”, „Pana Samochodzika i Księgę Strachu” oraz „Pana Samochodzika i niesamowity dwór” – nie zawiedziecie się!

Alfred Szklarski - seria o Tomku Wilmowskim – kolejna seria przygodowa moich lat młodzieńczych, kolejna seria polecona przez moją mamę. Alfred Szklarski jak mało kto potrafił połączyć wartką akcję z długimi (czasami wręcz przydługimi) opisami przyrody, czy drobiazgowym tłem historycznym. Podobnie jak w powieściach Nienackiego informacje serwowane przez autora zapadały w pamięci, dzięki czemu poza tym, że książki dostarczały rozrywki, to i jeszcze uczyły. Fajnie obserwowało się jak Tomek dojrzewa i staje się Tomaszem, jednak moje serce podbił poczciwy bosman Nowicki, który przywiązał się do chłopca już na początku wspólnych wypraw i przez cały czas był u jego boku.

Rick Riordan - seria o Percym Jacksonie – kolejna seria, która nie tylko dostarcza sporej dawki humoru, ale również uczy. Gdy sięgnęłam po pierwszy tom – „Złodzieja pioruna” mitologię grecką miałam już dawno za sobą i żałowałam, że wtedy nie było tego typu książek, które sprawiłyby, że kreacje bogów i bóstw nabrałyby trochę kolorytu i łatwiej byłoby mi się „wkręcić” w ich historie. Riordan tym samym udowodnił mi, że nauka wcale nie musi być nudna i kojarzyć się z czymś nieprzyjemnym. Każda z części jest świetna, zabiera czytelnika w nieznane, jednak „Ostatni Olimpijczyk” zamykający serię jest po prostu epicki! Chociażby dla takiego zakończenia warto przeczytać powieści o losach herosa Percy’ego Jacksona. 

Suzanne Collins - "Igrzyska śmierci" – chyba wszyscy słyszeli o tej trylogii Suzanne Collins, a jeżeli ne słyszeli to widzieli film z Jennifer Lawrence, Liamem Hemsworthem, Joshem Hutchersonem i Woody’m Harrelsonem. Może seria nie miała na mnie jakiegoś zbawiennego wpływu, jednak to ona zapoczątkowała moją fascynację wszelkimi dystopiami i antyutopiami. Gdyby nie ona, możliwe, że nigdy nie zainteresowałabym się tym gatunkiem, jednak wiedziona chęcią pooglądania filmu sięgnęłam po nią i nie żałuję, chociaż zakończenie odrobinę mnie rozczarowało.

Meg Cabot - "Pamiętnik księżniczki" – mając 11-12 lat zaczytywałam się w tych powieściach Meg Cabot. Do dziś z sentymentem wracam do nocy, które zarwałam by skończyć czytać kolejną część przygód Mii Thermopolis. To chyba od tych książek zaczęło się moje nocne czytanie, w trakcie których towarzyszyło mi słynne już powiedzenie – „Jeszcze jeden rozdział i idę spać” 😀 Ciekawie obserwowało się jak księżniczka dorasta na moich oczach i z roztrzepanej nastolatki staje się dojrzałą kobietą, która ma objąć tron Genowii. 


Natalia Sońska - „Garść pierników, szczypta miłości" – powieść, do której mam ogromny sentyment, gdyż wyszła spod pióra mojej przyjaciółki. Może to banalny powód, ale od chwili wydania „Pierników” trochę inaczej postrzegam polską literaturę kobiecą, po którą wcześniej rzadko sięgałam. Uważałam, że rodzime autorki nie są w stanie mnie niczym zaskoczyć, a tutaj taka niespodzianka! Co prawda wiele powieści przede mną, ale teraz zdecydowanie chętniej sięgam po nasze polskie pozycje 😊

Remigiusz Mróz - "Kasacja" – jednak przed „Garścią pierników, szczyptą miłości” ukazała się pierwsza część serii o Chyłce i Zordonie, w której się zakochałam. Chociaż chwilami nijak ma się to do rzeczywistości prawniczej, to czyta się to świetnie! To właśnie od tej książki rozpoczęła się moja przygoda z twórczością polskich autorów, których wcześniej omijałam szerokim łukiem. Jak już wspomniałam, myślałam, że polscy twórcy nie stworzą niczego, z czym nie miałabym styczności wcześniej np. w literaturze amerykańskiej czy brytyjskiej. Tymczasem z roku na rok na mojej półce pojawia się coraz więcej książek rodzimych autorów i muszę przyznać, że hasło „Polacy nie gęsi i swoich autorów mają!” jest jak najbardziej prawdziwe. Dziękuję panu Remigiuszowi za to, że otworzył mi oczy na polską literaturę 😊

Richard Paul Evans - "Dotknąć nieba" – pierwszy tom „Dzienników pisanych w drodze” Richarda Paula Evansa, które już po kilkudziesięciu stronach skradły moje serce i odtąd w ciemno sięgam po powieści tego autora. Nie są może odkrywcze, jednak ogólne przesłanie i te cudowne cytaty rekompensują mi przewidywalność. 

Jane Austen - "Duma i uprzedzenie" – chyba nie muszę tłumaczyć, że to klasyka! To moja pierwsza i jak na razie jedyna przeczytana powieść Jane Austen, jednak historia Elizabeth i pana Darcy’ego to przykład miłości, o której marzą setki, a nawet tysiące kobiet na całym świecie. Chociaż czytałam ją już kilka razy i znam historię na pamięć, to lubię co jakiś czas do niej wrócić, bo mam do niej ogromny sentyment. 

Helen Fielding - "Dziennik Bridget Jones" – bo jak można nie lubić najsłynniejszej singielki Bridget Jones? No jak?! Książka przede wszystkim bawi i pokazuje, że miłość nadejdzie, tylko musimy dać jej czas i szansę. Nadto, uczy, że trzeba mieć do siebie dystans, a życie od razu stanie się znośniejsze, a jeżeli to nie pomoże to warto mieć w zamrażalniku lody 😉

Ken Kesey - "Lot nad kukułczym gniazdem" – jedna z tych „poważniejszych” pozycji, które zmuszają czytelnika do refleksji. Czytałam ją kilka lat temu, kiedy miałam trochę inne podejście do świata. Niedawno odświeżyłam sobie historię McMurphy’ego i doszłam do wniosku, że powieść to jedna wielka metafora wolności i walki o nią. Trudna lektura, nie przypadnie każdemu do gustu, jednak na mojej liście plasuje się dość wysoko.

M.L. Stedman - "Światło między oceanami" – powieść, w której ogrom emocji aż ściska za gardło. Chyba pierwsza historia, przy której targały mną tak skrajne odczucia. Stedman zafundowało mi oraz innym czytelnikom prawdziwy rollercoaster emocjonalny, a historia rozrywa serce na tysiące malutkich kawałeczków i mam nadzieję, że nigdy nie spotka mnie taki los, jak głównych bohaterów. Jedna z tych książek, które pozostawiają po sobie trwały ślad i nijak nie można ich wyrzucić z pamięci.

Dan Brown - seria o Robercie Langdonie – „Kod da Vinci” idealnie wpasował się w mój gust czytelniczy. Ciekawa historia, mnóstwo nawiązań do kultury i wartka akcja – tego właśnie oczekuję po powieściach przygodowych/sensacyjnych i kiedy brakuje mi weny do czytania/pisania sięgam po powieści tego autora. Świetna zabawa, ogrom tajemnic i niekiedy zaskakujące zakończenia. Langdon czasami niczym Indiana Jones rozszyfrowuje arcytrudne zagadki, jest nieustraszony i niejednokrotnie postępuje niezgodnie z literą prawa. Gdy sięgam po książki tego autora, wiem, że szybko ich nie odłożę 😉

Jacek Hugo-Bader - "Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak" – książka, od której tak naprawdę zaczęła się moja fascynacja himalaizmem. Wiem, trochę to dziwne, zwłaszcza, że reportaż opowiada o wyprawie w poszukiwaniu ciał zaginionych na Broad Peak Tomasza Kowalskiego i Macieja Berbeki, ale to właśnie ta pozycja stała się impulsem, by zgłębić temat. W obliczu niedawnych wydarzeń na Nandze Parbat oraz przeczytaniu kilku innych pozycji wydaje mi się, że rozumiem co ciągnie ich w góry. Szanuję ich wybór i podziwiam za hart ducha i wewnętrzną siłę, która nie pozwala im się poddać.

Waldemar Ciszak & Michał Larek - "Mężczyzna w białych butach" – fabularyzowany reportaż Waldemara Ciszaka i Michała Larka o Tadeuszu Kwaśniaku, gwałcicielu, pedofilu i seryjnym mordercy, który grasował na terenie całej Polski i zabił 5 chłopców. Dlaczego ta książka znalazła się w tym zestawieniu? Bo była jedną z pierwszych tego typu pozycji z pogranicza kryminalistyki i prawa napisanych przystępnych językiem, które spowodowały, że zainteresowałam się tą sferą prawa. Tego typu sprawy są arcyciekawe, zwłaszcza te z okresu przemian ustrojowych. Czyta się lepiej niż niejedną powieść sensacyjną!

Nicholas Sparks - "I wciąż ją kocham" – moja pierwsza powieść Nicholasa Sparksa, po którą udało mi się sięgnąć. Nastąpiło to dość późno, bo w liceum (czyt. Jakieś 7-8 lat temu) i z miejsca zakochałam się w historiach tego autora. Chyba żaden mężczyzna nie potrafi tak subtelnie pisać o uczuciach jak Sparks. Co prawda zostało mi jeszcze do nadrobienia kilka jego powieści, jednak każda z nich w mniejszym lub większym stopniu przypadła mi do gustu 😊

Harlan Coben - "Już mnie nie oszukasz" – mój pierwszy raz z powieścią Harlana Cobena. Wkręciłam się w historię, a zakończenie totalnie mnie zaskoczyło. Od tamtej chwili chciałam sięgnąć po kolejne książki tego autora, ale brakowało mi impulsu.. a ten przyszedł wraz z premierą „W domu” – jedenastej i prawdopodobnie ostatniej części serii o Myronie Bolivarze. Wiem, że zaczęłam nie od tej strony, od której powinnam, ale już teraz wiem, że styl Cobena jest nie do podrobienia i niebawem udam się do biblioteki w poszukiwaniu poprzednich tomów 😉 Jeżeli nie znacie tego autora, nie bierzcie ze mnie przykładu, tylko już biegnijcie do biblioteki po jego powieści 😉

Cecelia Ahern - "P.S. Kocham Cię" – sztandarowe dzieło Cecelii Ahern, które przeczytałam zaraz po premierze i nadal uważam za godne polecenia. Mimo kilkunastu lat nadal pamiętam historię Holly i jestem przekonana, że przez najbliższe lata się to nie zmieni 😊

Christina Lauren - "Piękny drań" – ostatni mój typ, ale nie najgorszy. Erotyk, który sprawił, że nie stronię już od tego gatunku. Nie jest mi obcy, lubię od czasu do czasu sięgnąć po tego typu powieści. Chociaż większość z nich jest pisane na jedno kopyto, to czasami w gąszczu można znaleźć perełki jak ta 😉 Kolejne części wspominam również dobrze, ale jednak ustępują powieściom Elle Kennedy i jej serii Off-Campus 😊 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.