14 marca 2020

Marcin Chmiel - Aż do śmierci


Śleniesice – miejscowość na południu Polski słynąca z jednego z najbardziej prestiżowych liceów w kraju. Szkoła znana jest z surowej dyscypliny, którą wprowadził despotyczny dyrektor. Do kompleksowego systemu kar muszą się dostosować zarówno uczniowie, jak i nauczyciele. Nie ma wyjątków. Każdy z uczniów ma przypisany numer, za pomocą których nauczyciele się do nich zwracają. Jednak nic nie trwa wiecznie. Młodzież ma dość rygoru i dyrektora trzymającego ich żelazną ręką, więc zaczyna stawia opór. Dochodzi do buntu i role się odwracają. Co z tego wyniknie?

Marcin Chmiel to młody autor z Myślenic, zapalony szachista, który stawia pierwsze kroki na rynku wydawniczym. Aż do śmierci to jego debiut literacki. 

Zawsze ostrożnie podchodzę do debiutów. Zdarza mi się wyłowić spośród nich prawdziwe perełki, które na długo zapisują się w pamięci. Jednak Aż do śmierci nie należy do tej grupy...

Opis powieści zapowiadał thriller, jednak o kilkudziesięciu stronach wiedziałam, że to nie będzie miało nic wspólnego z tym gatunkiem. Co prawda sam pomysł na historię świetny - relacje nauczyciel-uczniowie zawsze będą na czasie, a w takiej wersji jeszcze się chyba z nim nie spotkałam. Jednak sama koncepcja nie jest wystarczająca, a o całokształcie decyduje wykonanie. Z tym poszło już autorowi znacznie gorzej. Powieść jest przegadana. Zrozumiem,a dużo w niej zbędnych opisów, które nic nie wnoszą do historii, wręcz przeciwnie – powodują, że akcja wlecze się jak ślimak i nawet  jeżeli chciałabym przeczytać książkę „na raz”, to nie ma takiej możliwości. Podobnie sytuacja ma się z opisami gry w szachy. Doskonale rozumiem, że Marcin Chmiel chciał przemycić do historii coś, co kocha, jednak szczegółowe opisy rozgrywek nie pomagają w budowaniu akcji, powodują, że czytelnik staje się coraz bardziej znużony. Prawdopodobnie fakt, że nigdy nie przerywam książki i czytam do ostatniej strony ( a nuż mnie autor zaskoczy!) sprawił, że „Aż do śmierci” nie poszło w odstawkę po przeczytaniu ok. 1/3 treści.  Rozczarowało mnie również zakończenie, które nijak miało się do reszty powieści. 

Zaletą powieści jest narracja pierwszoosobowa. Preferuję tego typu książki, znacznie łatwiej wczuć się w przeżywane przez głównego bohatera emocje. W Aż do śmierci przewodnikiem czytelnika jest „numer cztery”, który opowiada o swojej klasie i zdarzeniach, które obserwuje. Jest molem książkowym, niewyróżniającym się z tłumu nastolatkiem, który wolne chwile spędza na graniu w szachy. Mam wrażenie, że autor w ten sposób przemycił wątek autobiograficzny do powieści, użyczając głównemu bohaterowi swojej pasji. W ogólnym rozrachunku numer cztery jest nijaki, nie wzbudził we mnie jakichkolwiek odczuć, od czasu do czasu tylko irytację. 

Podsumowanie: W Aż do śmierci widać było potencjał. Motyw relacji nauczyciel-uczniowie jest zawsze aktualny, podobnie jak zemsta. Jednakże autor za bardzo skupił się na tworzeniu tła dla wydarzeń, całkowicie zapominając o akcji, czym sprawił, że z zapowiadanego thrillera powieść stała się przeciętną młodzieżówką z przewidywalną do bólu fabułą. Lektura dedykowana dla osób młodszych, w wieku szkolnym, reszta może podjąć się przeczytania tego na własną odpowiedzialność. 

Autor: Marcin Chmiel
Tytuł: Aż do śmierci
Liczba stron: 340
Premiera: 29 listopada 2019
Wydawca: Novae Res

…aż do śmierci [Marcin Chmiel]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Bookhunter, gdzie również możecie zobaczyć moją recenzję: [LINK]
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.